wciąż nim jest,
brakującym elementem
leżymy, słuchamy muzyki
moglibyśmy strzelać z pistoletu
cel byłby ten sam
zaraz otworzę drzwi
powiem: do jutra,
które jest już dziś
fajnie jest się niszczyć
nie trując się wcale
brakujący element
jak budzik
Komentuj (0)
22.01.2012 :: 14:13
napięcie,
gdzie jest wyjście awaryjne?
staliśmy na skarpie
tak wiele znaczy
dotykanie czyjejś twarzy
sny bezpowrotne
niepokojąca rzeczywistość
staliśmy na skarpie
testują mnie
Komentuj (0)
20.01.2012 :: 01:50
przesuwając w dłoni telefon za każdym razem o blat stołu opierając krawędź.
nie wierzę,
czasem nie wierzę w swoje szczęście.
Komentuj (0)
brakowało mi kogoś kto byłby prawdziwy
i zniszczalny.
znalazłam.
Komentuj (0)
15.01.2012 :: 15:50
zaprosił mnie do baru. nie mlecznego ani piwnego. z dużymi witrynami. zima, trochę śniegu, ale nie padało. pod parasolami, które nie były rozstawione siedziała ona. z podkrążonymi oczami. miała mi się nie śnić, ale przecież nie wiedziałam, że to sen. zwaliłam winę na niego. zaprosił mnie do stolika, który był stołem, długą drewnianą ławą. lubię go. poszedł do baru. nie chciałam krzyczeć, że ja nie piję. nie chciałam się tłumaczyć dlaczego. podszedł ze szklanką ciepłego mleka. to nie była taka standardowa szklanka. poprosił byśmy zmienili stolik, który był długim stołem na inny długi stół. prostopadle do wejścia do baru. w barze tym piłam mleko i udawałam, że nie siedzisz przed wejściem. nie mogę się przyzwyczaić do jego wąsów i tego, że spoważniał jeszcze bardziej, choć wciąż się z tobą zadaje. zaczęło być dziwnie tam na zewnątrz, gdzie siedziałaś a gdzie nie patrzyłam. zaprosił Cię do środka. usiadłaś naprzeciw. jakby nigdy ni patrząc na moje mleko. już pewnie nie tak ciepłe. zaczęłam pisać list. long long time ago. list do afryki, dla kogoś kto wyjechał tam dla mnie już dziś, wsiadając w sto siedemdziesiąt pięć. pisałam wciąż to samo zdanie i do baru weszła znajoma z liceum. w zasadzie to niewiele z nią słów zamieniłam w życiu. przesunęłam się, by mogła siedzieć naprzeciw mnie. surogaci czy substytuty i Twoje dawne wykłady w zielonym pokoju, w zielonym, aż ból.
nie mogę skończyć snu.
Komentuj (0)
15.01.2012 :: 00:19
nie widziałam jej trzy tygodnie. ile to jest czternasty styczeń minus od dwudziestych piątych urodzin plus aż do dwudziestego szóstego grudnia. za cicho. widziałam ją dziś. wcale mogłam jej nie widzieć. wcale nie muszę nikogo widzieć, bo mogę przeszkadzać. ile to jest nie mycia się dni trzy od godziny, której nie pamiętasz a raczej to była osiemnasta. kiedy jeszcze miałaś obiad. złamał nos w śniegu. koniec nawet tego za cicho. jeszcze raz. jak to jest dotykać przedmiot i cofać się w przeszłość, która nie była twoja? oderwanie. pierwszy raz od nie początku. nie działa lub działa, ale odwrotnie. biegnę do tyłu stojąc w jednym miejscu. siedząc, nie garb się. mogłabym cię mieć, by zdradzać, ale nie dla zdrady a dla uciekania. posiadanie tajemnic pozwala czuć. powiedział mi coś na ucho, nie wiedziałam co odpowiedzieć. leżałam i udawałam, że śpię. i teraz nie jest już to tajemnica. zero zero zero dwa. szukam siebie rozbierając się z ludzi. nie jest zimno po prostu pusto. wentyle.
dostałam dziś pocztówkę. most. moskwa rok 53. nie była tam. może była w krakowie, z którego jest stempel.
nie podoba mi się jej charakter pisma. choć tylko tak umiemy rozmawiać.
ostatni raz widziałyśmy się 11 sierpnia. jeden jeden. kiedy było za ciepło na bluzę.
trzymałam się krat opuszczonej fabryki. mogłybyśmy się włamać, ale na chodnikach był kurz,
który musiałam przytrzymywać butem. nie czuć, że chciałaby wiedzieć dlaczego mam tak zapuchniętą twarz.
-pamiętasz, chciałaś zrobić mi zdjęcie? proszę zrób mi w tym stanie, chcę to pamiętać.
nie mam aparatu. jeszcze się zobaczymy. dwa razy siedem dni albo wcale oszukuję
wyjechała
ile to jest piętnasty stycznia do 11 sierpnia plus minus dwa tygodnie wstecz?
czekam z tym stanem aż wróci
z aparatem
i zrobi mi zdjęcie,
i nawet chyba chemików oszukałam
czternaście tysięcy kilometrów to ile jest minut?
Komentuj (0)
14.01.2012 :: 23:38
chodź,
oszukamy się,
że jest po co
Komentuj (0)
dzieci we mgle już się rozbiegły
pozajmowały swoje miejsca
jeszcze do końca sezonu
w nadmorskim kurorcie
fliper na kulki
będzie działał
Komentuj (0)
w przedszkolu podeszła do mnie dziewczynka i pokazała mi komórkę od rodziców.
ostatnio słyszę głosy.
słyszałam jak mówiła, że dziękuje rodzicom, bo tak wcześnie mogła poznać masturbacji zbawienną moc.
przywidzenia mogę mieć, ale głosowe halucynacje oraz spotęgowanie rozproszenia
świadczy o tym, że mam inaczej poukładane coś w mózgu.
to się nazywa fachowy psychiatra.
poza tym trochę dorosłam i wiem,
że nie mogę wodzić na pokuszenie.
rozpracowała wino po tym jak kilka godzin wcześniej
próbowała przede mną uronić choć jedną łzę
nie mogła, próbowała.
przecież kiedy jest na scenie
mogłaby płakać i płakać
upadki
leżałyśmy po dwóch stronach kamery na zimnej posadzce
ona nie była mi matką
Komentuj (0)
06.01.2012 :: 21:11
nie twarzą w twarz
a obok
z nosem przy uchu
i ciepłym policzkiem
między naiwnością
a lawiną rozproszonych myśli
to już nie ja
steruję
sterując
stery obejmuje
sen
Komentuj (0)
02.01.2012 :: 02:23
- Kochanie czy mój tyłek wygląda w tym grubo?
- Chcesz znać prawdę?
- Tak.
- Sypiam z twoją siostrą.
Komentuj (0)
strach przed pisaniem
latam
szybuję
nie jestem ikarem
patrz
mimo to płonę
Komentuj (0)
to be 23.12.2011 :: 21:07
wiser
Komentuj (0)
rok 21.12.2011 :: 18:59
napisała do mnie wiadomość
z odległości 14 tysięcy kilometrów
pytając o podsumowanie roku
podsumowałam
pół roku czekania na jej powrót
drugie pół roku czekania, żebym umiała sobie odpuścić czekanie
Komentuj (0)
podadzą mnie do sądu
na tacy
stół szwedzki
to wszystko przez to,
że sięgnęłam Twej łydki
wciąż czekam
aż zrobią mi zdjęcie
wyślę Ci pocztą
obiecuję też pisywać.
napiszę list, dłuższy
ode mnie
skończoność poznałam
czas oswoić się z nie.
skończonością.
Komentuj (0)